Gimnazjum nr 1 w Jaśle

Czym jest czas.

„Tykanie zegara wypełnia chwile szarego dnia, marnujesz i trwonisz godziny, które otrzymałeś. Okopujesz się na kawałku ziemi w rodzinnym miasteczku, czekając na coś lub na kogoś, kto pokaże ci drogę.” Tak zaczyna się piosenka Pink Floyd pt. „Time”. Czas, jest to pojęcie abstrakcyjne, bo nie możemy dotknąć czasu, ani go zobaczyć. Możemy go jedynie mierzyć za pomocą godzin. Mimo, że jest to tylko pojęcie, czas jest dla nas najważniejszą rzeczą, gdyż to od niego zależy długość i jakość naszego życia. W fizyce dla czasu stworzony został dodatkowy wymiar, ponieważ jest on tak osobliwy. Obecnie żyjemy w trzech wymiarach przestrzennych (długość, szerokość i głębokość) i jednym czasowym. Czas możemy wyjaśnić jako błonę otaczającą nasz wszechświat, od której nie możemy uciec. Bezlitośnie pokazuje nam jak on szybko biegnie i jak wraz z nim przemijamy. Jednak mimo, że jesteśmy świadomi działania czasu i szybkości jego upływu, ignorujemy go. Współczesność opiera się na tym, jakby czas nigdy się nie kończył, a my mielibyśmy żyć wiecznie. To nie prawda. Podstawą jest zaakceptowanie jego działania i przeżycia jak najlepiej tego czasu, który został nam dany. Ale obecnie mamy to gdzieś. Trwonimy go, marnujemy na jakieś bzdety, nie doceniamy jego wartości. I tak mija nam dzieciństwo, młodość, dorosłość i zostaje starość. I nagle wtedy budzimy się i orientujemy, że mogliśmy lepiej zagospodarować nasz czas, by nasze życie zostało lepiej przeżyte. Jednak już za późno. Każdy okres życia dany jest nam tylko raz. Jeśli go zmarnujemy, nigdy nie powróci. Więc może nadszedł już czas, żeby się zatrzymać i pomyśleć nad wartością naszego życia ?
Największym symbolem czasu jest tykający zegar. Nie bez powodu zegar znalazł się w tekście tej piosenki. Dzień każdego z nas wypełniony jest podziałem na godziny, wedle, którego wykonujemy różne czynności. Właśnie ten zegar wypełnia nasz dzień, kiedy bez przerwy spoglądamy na niego i patrzymy ile nam czasu zostało. Szczęśliwi czasu nie mierzą. To słynne powiedzenie idealnie odnosi się do tego zagadnienia. Gdy człowiek jest szczęśliwy, radosny, nigdy nie spogląda na zegarek, nie jest zestresowany i sfrustrowany tym jak czas szybko biegnie. Bez zegara nasza cywilizacja nie byłaby w stanie przetrwać, ani prawdopodobnie się narodzić. To co okazało się najbardziej przełomowe dla ludzkości, stało się też największą udręką dla nas ludzi. Bo właściwie czy czas nas unieszczęśliwia? Myślę, że tak. Kiedy cofniemy się do starożytności, zorientujemy się, że ludzie nie znali dokładnych godzin jakie wtedy były. Orientowali się jedynie po słońcu, jaka jest pora dnia. Dzięki temu byli szczęśliwi, nie czuli presji jaką my dzisiaj czujemy. Ale to nie znaczy, że mamy marnować nasz czas, tylko dlatego, że czujemy się nieszczęśliwi. To jest wielki dar, którego nie można marnować.

    „Masz dość leżenia w promieniach słońca, zostajesz w domu, by oglądać deszcz. Jesteś młody, a życie jest długie i masz trochę czasu do śmierci. Pewnego dnia odkryjesz, że minęło dziesięć lat. Nikt nie powiedział ci, kiedy biec, przegapiłeś sygnał na start.” To jest fragment, który szczególnie dotyczy nas – młodych. Kiedy byliśmy młodsi, często spędzaliśmy czas na dworze, bawiąc się z innymi, uprawiając sport. Na przestrzeni 10 lat, wszystko się zmieniło. Zamknęliśmy się w domach na rzecz wirtualnego świata. Teraz nasz czas spędzamy przed komputerem, telewizorem, smartfonem. Te rzeczy zajmują nam godziny, bezowocnie spędzone godziny, które otępiają nas i coraz bardziej oddalają od rzeczywistości. Wraz ze spędzonymi godzinami przed ekranem, ulegają destrukcji nasze wspomnienia. Udowodniono, że bezproduktywne przeglądanie stron internetowych przeładowuje nasz mózg danymi do tego stopnia, aż tracimy informacje z danego dnia. Nie raz na licznikach widnieją godziny spędzone przed komputerem i okazuje się, że jest to kilkaset godzin. To tak jak byśmy przez parę tygodni nie robili nic innego poza spędzaniem czasu przed ekranem. A nasz czas jest krótki. Nie ma sensu go marnować, na takie rzeczy. Ciągłe siedzenie na portalach społecznościowych, dodawanie nowych zdjęć, przeglądanie profili innych osób, komentowanie, to nie zmienia naszego życia. Przeciwnie, wręcz je unieszczęśliwia. Wszystkie te portale to jedna wielka hipokryzja, służąca do tego, aby wszyscy się chwalili, jakie to oni wiodą ciekawe życie. A rzeczywistość jest zawsze inna. Gdyby każdy z nas miał tak ciekawe życie, nikt by nie narzekał, nie nudził się, nie marnował czasu na bezproduktywne rzeczy. Jednak tak potrafi niewiele osób. Są to ludzie, którymi kieruje pasja, zainteresowania i starają się do czegoś dążyć, coś osiągnąć. Mają ciągłą ochotę leżeć w promieniach słońca, a nie zamykać się w domu. A my co wolimy? Uciekać przed życiem, czy wyjść mu naprzeciw? Mark Twain powiedział: „Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś.” Nie raz spotykamy dorosłych, którzy mówią, że zmarnowali młodość. Starają się nadrobić stracony czas, ale nie są w stanie. Nikt nie jest w stanie. To co przegapiliśmy, nigdy nie powróci. Więc czy nie warto, poświęcić czas na to, co naprawdę lubimy, co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi? Nie wszyscy potrafią określić co ich interesuje, ale gdy czekamy na kogoś kto wskaże nam drogę, możemy się go nigdy nie doczekać.
    Duża część naszego dzieciństwa i młodości jest zajęta przez szkołę. Każdy podlega obowiązkowi edukacji od 6 do 18 roku życia. Głównie cała edukacja oparta jest na wzorach pruskich pochodzących z połowy XIX w., kiedy to ówczesnemu władcy spodobał się jednolity system nauczania dla wszystkich, podzielony na 45 minutowe lekcje. Dlatego, że tamte czasy były specyficzne, potrzebna była jednolita armia, jednolici ludzi, wymyślono taki system. Mógł on skutecznie być narzucany podczas zaborów. W tym systemie liczy się schemat, nie kreatywność i ciekawość. Czy jakiś schemat szkolnictwa pochodzący z XIX w. musi być kultywowany do dnia dzisiejszego? Nie. Czasy się zmieniają, a wraz z nimi powinny zmieniać się różne rzeczy, w tym metody nauczania. Dzisiejszy świat nie wymaga od nas krótkich jednakowych odpowiedzi. Najbardziej liczy się kreatywność, pomysłowość, ciekawość i sposób. Może dziwnie to zabrzmi, ale lepiej edukuje Discovery i National Geographic niż szkoła. Zadaniem telewizji jest zaciekawienie widza, szczególnie na kanałach naukowych. Filmy potrafią kilkakrotnie razy więcej uatrakcyjnić przekaz, za pomocą obrazu, dźwięku i odpowiedniego lektora, w stosunku do tradycyjnych wykładów. Co więcej, jeżeli jesteśmy czymś zaciekawieni, w naszych mózgach uruchamiają się podniety (inaczej bodźce), które angażują nas emocjonalnie w danej chwili. A to, co dzieje się z emocjami jest lepiej zapamiętywane, w porównaniu z innymi zdarzeniami, ponieważ jest uważniej rejestrowane przez mózg.
Dzięki takiej telewizji młodzi ludzie doznają chęci badania świata, także są nim zaciekawieni. A czy obecnie uczy się w szkołach czegoś takiego? Teraz edukacja opiera się na schematyzowanej pracy, a całe szkolnictwo działa na zasadzie urzędu, gdzie nie liczy się człowiek, tylko wyimaginowany wynik, który o niczym nie świadczy. Lekcje są prowadzone drętwo, realizowane tematy są o wiele przestarzałe i wyjęte spośród najmniej przydatnych. Bo kogo ciekawi wypełnianie pustych kratek, czy liczenie pola i obwodu figur? Chyba nikogo. Młodzież ma wiele pytań i tematów, które ich ciekawi. Czasami zapytają się o coś nauczyciela w związku z jakąś ciekawostką lub zainteresowaniem, ale najczęściej w odpowiedzi dostają pytanie: „Czy to jest związane z tematem dzisiejszej lekcji?” Jest to najlepszy przykład na to, że nie liczy się co kto wie, tylko ogół, czyli wynik. W ten sposób kształci się młode pokolenie, które ma być przyszłością narodu, pracujące dla dobra ogółu. Najbardziej mnie dziwi opinia dorosłych, że młodzi są bezradni, nie znają się na niczym, nie umieją o siebie zadbać. Jeżeli takich rzeczy młodzieży się nie uczy, to skąd mają to umieć? Powinno się takie rzeczy wynosić z domu, ale jeśli rodzice nie są zainteresowani swoimi dziećmi to robią im wielką krzywdę.
Rodzice często też myślą, że sami wiedzą, co jest najlepsze dla swoich dzieci. Dlatego wysyłają ich na dodatkowe lekcje, korepetycje, różne zajęcia, ale najbardziej interesują ich oceny w szkole. Nie wiedza, umiejętności czy obycie w świecie swojego dziecka, ale cyferki wpisane w dzienniku. Czy można w ten sposób uszczęśliwiać kogoś? Myślę, że nie. My młodzi jesteśmy teraz w trudnym wieku, czujemy się niezrozumiali przez świat i odtrącani. Bo najbardziej czego teraz potrzebujemy to kontaktu z rodzicami, rozmowy z nimi. Chcemy, żeby poświęcili nam chwilę na rozmowę, abyśmy mogli opowiedzieć o naszych problemach, przeżyciach, zdenerwowaniach czy zainteresowaniach. Rozmowa może okazać się najskuteczniejszym lekiem na problemy młodych ludzi. Nie można odtrącać jej na bok. Uważam, że najważniejszym zadaniem dla rodziców młodych ludzi jest poświęcanie nam uwagi, interesowanie się nami i rozmawianie. Nie należy tego zaniedbywać, szczególnie może  się to odbić w przyszłości. Powinniśmy zaufać naszym rodzicom, bo są naszymi najbliższymi osobami, które nas nigdy nie zdradzą.  
Czy można oceniać ludzi po ocenach jakie dostają w szkole? Wartości człowieka nie polegają tylko na liczbach, ale na czymś więcej. Każdy jest indywidualny, ma inne talenty, predyspozycje. Najważniejsze to rozwijać się w tym co nas najbardziej uszczęśliwia. W edukacji nie liczą się czyjeś talenty i zdolności, każdy ma umieć to samo, być taki sam. Jeżeli przyjmiemy taki system i powiemy, że nam odpowiada, staniemy się tylko kolejnym klockiem na murze. A w tym wszystkim chodzi, żeby człowiek nie miał własnego zdania. Nikt młodzieży nie uczy, że może głosić swoje poglądy, nie zgadzać się ze zdaniem innych. Najważniejsze są oceny i stereotypowa wiedza, że kto ma lepsze oceny ma pewniejszą przyszłość. Gdyby tak było, w tej chwili nie byłoby takiego bezrobocia, szczególnie wśród ludzi z ukończonymi studiami. Teraz jedyna nadzieja na dobrą pracę jest w kreatywności, ciekawości i w znajomościach. Nikogo nie interesuje czy umiesz całą algebrę, funkcje, literaturę, wzory itp. Trzeba wykazać się czymś ponad przeciętnym. W najnowszych badaniach wykazano, że uczniowie trójkowi o wiele lepiej radzą sobie w życiu od piątkowych. Polega to głównie na tym, że piątkowcy cały czas się uczą, są przyzwyczajeni do zasad panujących w szkołach, ale żyją z dala od prawdziwego życia. Kiedy wychodzą ze szkoły następuje zderzenie z rzeczywistością, w której nie umieją się odnaleźć. Brakuje im elementarnych czynności i wiedzy z życia, takie jak gotowanie, sprzątanie, opłacanie rachunków, prowadzenie samochodu, dbanie o siebie. Kiedyś się tym nie przejmowali, teraz muszą temu sprostać. Natomiast uczniowie trójkowi radzą sobie lepiej, ponieważ muszą więcej kombinować, żeby zaliczyć jakiś materiał, wykręcić się, pójść na wagary, czy dostać to czego chcą. Ich wiedza nie opiera się tylko na teorytyce, ale także na praktyce. Również nie marnują czasu na rzeczy, które ich nie interesują, ale poświęcają go na swoje pasje. Są szczęśliwsi i mniej sfrustrowani od piątkowców. Nie są prześladowani przez „wyścig szczurów”, w którym muszą być najlepsi. To nic nie udowadnia ani nie zmienia. Oceny nie świadczą o inteligencji człowieka. O tym świadczy jaki ktoś jest. Nie da się opisywać ludzi wyłącznie liczbami. Ktoś kto tak robi jest płytki i nie wie co to życie. Człowiek to coś więcej niż osiągi na papierze, nie da się przedstawić za pomocą liczb emocji, zachowań, potrzeb, ani chęci. Do tego potrzebna jest empatia i więź z ludźmi. To też sprawia, że uczniowie trójkowi są lepiej przystosowani do życia. Więcej czasu spędzają z ludźmi, lepiej się z nimi dogadują. Piątkowcy są osamotnieni na własne życzenie, zamykają się w swoim świecie niby nauki i nie dopuszczają do siebie innych. Czy naprawdę istotne są rzeczy tak płytkie jak oceny czy wyniki? Czy nie liczy się co innego? Nawet testy IQ o niczym nie świadczą. To, że ktoś ma iloraz inteligencji 200, nie zwolni go z bycia człowiekiem. Najważniejsze to być „ludzkim człowiekiem”, posiadać emocje, poglądy i być wolnym, a nie tylko maszyną. Bo nie liczy się wiedza tylko czyny.
Często mówi się, że najważniejsze są egzaminy. Szczególnie „ważne” to jest w gimnazjum, ma to świadczyć o trzech latach zdobytej wiedzy. Czy w ogóle egzaminy takie jak test kompetencji czy testy gimnazjalne czemuś służą? Raczej nie. One nie sprawdzają naszej wiedzy, mają inny cel. Jeśli się nad tym zastanowimy, te testy nie dają żadnych wyników o nas, ani o niczym nie świadczą. Największe pogłosy i larum o testach podnoszą nauczyciele. A dlaczego? Czy to ma nas zmotywować? Nie, chyba jeszcze bardziej zniechęcić. Największe krzyki i panikę podnoszą ci co się boją. Dlatego te testy nie weryfikują nas, ale nauczycieli. Pod przykrywką sprawdzania naszej wiedzy, zapuszcza się w nas strach, aby jak najlepiej wypadły wyniki tych testów.  Tak naprawdę egzaminy niczego nie udowadniają, ani sprawdzają w młodzieży, po prostu są. Ktoś kiedyś wymyślił, że tak ma być, a jak raz się coś zakorzeni, to już trudno to potem wyplewić. Wokół tych testów jest takie larum, ponieważ najbardziej zależy nauczycielom na wynikach w szkole i wynikach pokazujących skuteczność nauczycieli. Liczy się statystyka, nie jednostka. Najlepszym sposobem na zmuszenie nas, do jak najlepszego napisania testów, jest straszenie, ciągłe gadanie o egzaminie. Czy wynik takiego testu, świadczy o człowieku? „Kto sieje wiatr, ten zbiera burze”. To przysłowie najlepiej odda obecną sytuację, jaka jest wokół egzaminów.
Najgorsze w tym systemie edukacji jest to, że nie liczy się człowiek, tylko wynik. Najlepiej jakby młodzieży w ogóle nie było, bo to tylko problem, który trzeba usuwać. A to wymaga pracy. Nikt nie zadba o czyjś rozwój lepiej niż on sam. Kto wie w czym jest ktoś dobry, co czuje, jakie ma poglądy, co chce robić? Ludzie z bliższego otoczenia, znają tylko kawałek czyichś zainteresowań, resztę zna tylko ten człowiek. Myślę, że warto jest robić coś co naprawdę się lubi i kocha, niż to co każą nam inni, lub to co powszechnie uważa się za słuszne. Najlepszą rzeczą, jaką możemy mieć, to być człowiekiem szczęśliwym. Bo dopiero wtedy stajemy się ludźmi w pełni rozumiejącymi życie. „Ilekroć znajdziesz się po stronie większości, zastanów się przez chwilę”. Tak mawiał Mark Twain. Jeżeli tysiąc ludzi będzie szło drogą prowadzącą w przepaść, nie będą na nic zważać tylko brnąć na przód, to czy ja powinienem to robić? To, że tysiąc ludzi robi jedną rzecz, nie znaczy, że ja też muszę. Jestem wolnym człowiekiem i sam mogę wybrać drogę, którą chcę podążać. Najczęściej będzie ona kręta, zarośnięta, bardzo ciężka, jednak to ona uczyni mnie człowiekiem szczęśliwym. Czy nie warto złamać stereotypy i powszechne uważania na coś nowego, nieodkrytego? Świat do odważnych należy, jeśli chcemy się rozwijać, musimy zaryzykować. Najlepszą metodą na rozwinięcie samego siebie, jest czytanie książek. Nie mówię tu o lekturach czy mydlanych romansach, ale książek z tematyką, która nas interesuje np. o muzyce, sztuce, kosmosie, kosmitach, psychologii, medycynie itp. Czytanie nas zmienia, oświeca nasze poglądy i sumienie, sprawia, że wiemy więcej o otaczającym nas świecie, z wiarygodnych źródeł. Książka jest mądrością przekazaną przez autora dla ludzi, po to, abyśmy się czegoś dowiedzieli, poznali zdanie innych ludzi. Ważne jest, abyśmy mieli też własne zdanie i poglądy w każdej sprawie, nie skopiowane od innych, ale własne. To uczyni nas wolnymi ludźmi. Najlepsze dla nas samych jest robienie rzeczy, które sprawiają, że jesteśmy prawdziwie szczęśliwi.
„Więc biegniesz i biegniesz, by zrównać się ze słońcem. Lecz ono zachodzi pędzi wokoło, by znów ukazać się za tobą. Właściwie jest takie samo, ale ty jesteś starszy, masz krótszy oddech i z każdym dniem zbliżasz się do śmierci.” Jest to najczęstszy przykład poczucia zmarnowania życia, kiedy człowiek stara się nadrobić stracony czas. Dotyczy on ludzi dorosłych i w podeszłym wieku. My możemy się jeszcze zastanowić i uchronić przed takim losem. Jak wcześniej napisałem, nie jest możliwe, aby to co minęło, powróciło do nas. Można starać się żyć dobrze od czasu, kiedy się zorientujemy co przegapiliśmy. Jeżeli zaczniemy biec by nadrobić stracony czas, może coś wskóramy, ale nasz wiek nam wtedy przeszkodzi.  „Najpierw człowiek traci zdrowie dla pieniędzy, potem pieniądze dla zdrowia.” Nie wiadomo dlaczego ludzie tak gonią za dobrami materialnymi, szczególnie za pieniędzmi. W czasie tej gonitwy nie liczy się nic, oprócz kasy. Najczęściej w ten sposób przebiega młodsza dorosłość. Na pracy, pomnażaniu swojego portfela, na lansowaniu się. Zapomina się wtedy, że nasze życie jest krótkie, a czas przemija. Dopiero później ludzie uświadamiają sobie, że więcej mają za sobą niż przed sobą. Chcą zrównać się wtedy ze Słońcem, ale ono świeci już 5 mld lat i zanosi się, że będzie świecić jeszcze drugie tyle. W skali Kosmosu, nasze trwanie jest niezauważalne, można to porównać do drgającej struny w teorii strun. Jest tak malutka, że jej chyba nigdy nie zobaczymy (jeśli teoria jest prawdziwa). Słońce czy Wszechświat mają gdzieś, czy chcemy się z nimi zrównać bądź ich przegonić. Przez kilkanaście pokoleń będą wydawać się niezmienne, takie same. Po upływie miliarda lat może zajść jakaś zmiana. Ale nikt nie dożyje nawet 130 lat. Możemy wyzywać Wszechświat na pojedynek, ale zawsze przegramy. Jesteśmy jego częścią, jesteśmy zamknięci w klatce czasu, która jest przekleństwem i błogosławieństwem. Największym darem jaki mogliśmy otrzymać jest właśnie czas, który możemy wykorzystać. Czym by było życie bez czasu, śmierci, chorób i nieszczęśliwości? Nie byłoby życiem. Byłoby błogim, nieświadomym stanem, którego byśmy nigdy nie docenili tak jak obecnego życia. Ale nawet obecnego życia nie potrafimy docenić, cieszyć się nim, korzystać z niego. Myślimy, że jest bo jest i trzeba je odbębnić. Z takim podejściem lepiej byłoby oddać swoje życie, komuś kto bardziej by z niego korzystał. Jeżeli nie cenimy swojego życia ponad wszystko, to może zostało nam niesłusznie dane? Może trzeba coś zrobić, ruszyć tyłek i zdziałać coś co pokaże, że chcemy żyć. Mimo wszystko boimy się o życie, nie chcemy go stracić. A w tej całej ochronie samego siebie, niszczymy się od środka, zapominając o przemijaniu. Tak bardzo nam zależy na życiu, że odstawiamy śmierć w nierzeczywistość. Śmierć jest częścią naszej egzystencji na tej planecie, sprawia, że życie jest niepowtarzalne i cenne. Bez niej jeszcze bardziej marnowalibyśmy nasz czas i samych siebie. Nie bylibyśmy wtedy ludźmi. Jedynym wyjściem, żeby nie marnować naszego czasu i sprawić, aby nasze życie stało się cenniejsze ponad wszystko, jest uświadomienie sobie, że śmierć dotknie każdego z nas. Może się to zdarzyć prędzej niż myślimy. Jeśli pogodzimy się z tym losem, będziemy mogli w pełni cieszyć się z naszego czasu i życia. W filmie „Władca Pierścieni”, znajduję się sentencja Gandalfa, która najlepiej oddaje ten problem: „My decydujemy tylko o tym jak wykorzystać czas, który nam dano.” Warto się nad nią zastanowić.
„Każdy rok staje się krótszy, na nic nie znajdujesz czasu. Plany też się nie spełnią lub kończą się skrawkiem zabazgranej kartki. Pozostajesz w cichej rozpaczy — po angielsku. Czas już minął, piosenka się skończyła, myślałem, że mam więcej do powiedzenia...” Często jest tak, kiedy odkładam plany na później, jestem coraz dalej od ich wykonania. Zaczyna brakować czasu, mam inne zajęcia, myślę, że będę mógł to zrobić w przyszłości. A jeśli nie dożyję przyszłości lub nie będzie mi dane ziścić jakiegoś planu? Rzeczywiście, każdy następny rok jest krótszy, nie jest taki długi jak kiedyś, mija szybko, bez wielkiego echa. Czy to wszystko moja wina? Czy jestem winny tej szybkości przemijania, przez to, że jestem kowalem swojego losu? Nie. Mogę myśleć, że wszystko zależy ode mnie, wszystkiego jestem winien i na wszystko mam wpływ. Ale to tak nie działa. Na to, że lata stają się krótsze wpływają czynniki zewnętrzne. Obecne obowiązki, tryb życia narzucany przez rządzących krajem, przymusowa edukacja, niechęć ludzi do ludzi, niedocenienie wartości czasu. Chciałbym, żeby czas zwolnił, nie przemijał tak szybko. Jednak, aby zmienić obecną percepcję czasu, nie wystarczy jeden człowiek. Potrzeba do tego tysięcy ludzi, którzy będą chcieli tego samego, czyli zmiany stylu życia i postrzegania czasu. Najmniejszy problem mają z tym ludzie żyjący z dala od szybko rozwijających się miast, kryzysu, czy obecnej cywilizacji. Szwajcarzy są szczęśliwi, jest ich mało, nie mają problemów gospodarczych, żyją spokojnie, kochają to co szwajcarskie, a za to ich świat podziwia. Żeby czas zwolnił, a rok za rokiem nie leciał tak szybko trzeba coś zmienić. Może wraz z rozwojem cywilizacyjnym, tak jak obecnie Polska jest wpatrzona w Unię Europejską, trzeba zmienić styl życia za przykładem szwajcarskim? Kochać to co nasze i dbać o to. Zmiany mogą nastąpić tylko wtedy, kiedy będzie tego chciała większość ludzi, dlatego należy poruszać problem czasu, naszego życia i śmierci. Po to, żeby uświadamiać ludzi, bo człowiek uświadomiony myśli i nie zgadza się na wszystko co mu powiedzą. Świadomość jest bardzo ważna, jest tym co czyni nas ludźmi. W pełni funkcjonalną społeczność można zbudować tylko ze świadomymi ludźmi i właśnie dlatego należy cały czas uświadamiać ludzi, pokazywać im nowe drogi, inne sposoby myślenia.
Aby nasze plany nie zostały tylko na kartce papieru, należy znaleźć w sobie odwagę do ich realizowania. Żeby się wykonały, nie można marnować czasu i odkładać je na później, tego później może już nie być. Kiedy jesteśmy młodzi, mamy więcej chęci, sił, jesteśmy bardziej ciekawi świata, możemy lepiej realizować nasze plany. Niektóre z nich muszą czekać do pewnego wieku, ale te, które są w naszym zasięgu teraz, należy wykonywać. Bo najgorsza jest rozpacz z powodu, że mogliśmy coś zrobić, ale nie zrobiliśmy.
Ostatnie zdanie tego fragmentu piosenki, mówi o człowieku, który umiera. Jest na łożu śmierci i jego ostatnią myślą jest to, że mógł zrobić znacznie więcej. Jego czas przeminął, tak jak piosenka. Tym człowiekiem może być każdy z nas, w każdej chwili. Gdyby przyszło nam umrzeć w tej chwili, co byśmy czuli? Jak ocenilibyśmy własne życie? Czy bylibyśmy gotowi na taki moment i czy moglibyśmy się lepiej przygotować? Na tym właśnie polega dobre wykorzystanie czasu. Aby nie mieć poczucia, że się czegoś nie zrobiło. Dobra śmierć nie polega na tym, żeby być czystym i wymieniać tego czego nie zrobiliśmy. Nie grzeszyłem, nigdy nie piłem alkoholu, nie odważyłem się kogoś pokochać, nie uprawiałem seksu, żyłem w czystości, nie przeklinałem, nie byłem faryzeuszem, nie sprzeciwiałem się innym, nie robiłem tego co chciałem tylko to co było „wolą bożą”, nie byłem taki zły jak inni. Jaki sens ma takie życie? Ono nie polega na jednym wielkim poście i tępym słuchaniu się tylko religii. Dobra śmierć polega na tym co zrobiłem, czego dokonałem, co spróbowałem i czy wykorzystałem w pełni swoje życie. Warto doświadczyć i przeżyć wszystko co w życiu jest dostępne. Nie należy przejmować się przyszłym życiem lecz w pełni docenić i skupić uwagę na obecnej chwili. „Jestem człowiekiem i wszystko co ludzkie nie jest mi obce”. Tak brzmiała maksyma człowieka renesansu. Myślę, że trzeba się nią kierować także i dziś, bo przecież wszyscy jesteśmy ludźmi.
„W domu, znowu w domu. Lubię tu być kiedy tylko mogę. Kiedy tu wracam zziębnięty i zmęczony, dobrze jest się ogrzać przy ogniu. Z oddali, poprzez pole dochodzi odgłos bicia dzwonu. Wzywa wiernych do padnięcia na kolana, aby w spokoju wysłuchali oznajmione zaklęcia...” Ostatnia zwrotka piosenki mówi o domu, miejscu, w którym się wychowaliśmy, mieszkamy, żyjemy, jesteśmy emocjonalnie związani. Dom, jest to pewna stałość w życiu, nasza ostoja, schronienie, które choćby i ciasne, zawsze jest czymś co kochamy najbardziej. „Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.” Te przysłowiowe cztery ściany z dachem są częścią nas, częścią naszego życia. Często jest, kiedy jakiś dorosły człowiek wraca do swojego rodzinnego domu, czuje się znowu dzieckiem. Powracają miłe wspomnienia, przeżyte chwile i bezpieczeństwo, które niesie za sobą ten budynek. Myślę, że każdy z nas powinien pokochać swoje mieszkanie, mimo, że nie jest ono duże, bogate, ale własne. Dom jest naszym prywatnym terenem, miejscem, gdzie można uciec na chwilę od świata. Cały świat się porusza, jest w ruchu. Ziemia się obraca, krąży wokół Słońca, Słońce krąży wokół jądra Drogi Mlecznej, a nasza galaktyka też się obraca wokół własnej osi. Wszystko się rusza, świat się zmienia, jego budynki, miasta, ludzie. Jednak w tym całym „chaosie” dom jest miejscem stałym, które się nie zmienia. Może stać 50 lat, a człowiek będzie mógł po tym czasie znów przekroczyć jego próg i przypomnieć sobie piękne chwile w nim przeżyte. W głębi duszy każdy kiedyś zatęskni za domem, szczególnie, kiedy go opuści. Bo ludzie przywiązują się do miejsce, z którego pochodzą i żyją. Największym bólem jest strata tego co się lubi i kocha. Dlatego starajmy się jak najlepiej przeżyć czas w miejscu, w którym teraz mieszkamy i żyjemy.


Jakub Borowiec

 
© 2009 Gimnazjum nr 1 w Jaśle
Webmaster